Koniec państwa opiekuńczego: Czy UBI jest jedynym ratunkiem przed rewolucją robotów?

2025-09-28

Ilustracja przedstawiająca automatyzację pracy i koncept UBI

W obliczu deklaracji europejskich polityków o wyczerpaniu się formuły państwa opiekuńczego, dyskusja na temat Powszechnego Dochodu Podstawowego (UBI) w erze sztucznej inteligencji (AI) nabiera tempa. Na forach internetowych ścierają się dwie wizje przyszłości: UBI jako ekonomiczna konieczność lub dystopijny scenariusz, w którym elity odcinają się od zbędnych mas.


Dylemat konsumpcji: Zapłać albo upadnij

Główny argument zwolenników UBI jest zaskakująco prosty i brutalny. Jeśli AI i roboty przejmą większość pracy, miliony ludzi stracą jedyne źródło dochodu. Bez dochodów nie ma konsumpcji, a bez konsumpcji — cała gospodarka oparta na kupowaniu i sprzedawaniu musi się załamać.

Dla wielu komentujących UBI to nie jest charytatywny gest, ale jedyna logiczna polityka makroekonomiczna, która ma utrzymać obrót pieniądza. Jak to ujął jeden z internautów: „Albo UBI, albo załamanie gospodarki, bo nikt nie kupi tego szajsu, który produkują roboty”.

Nie jest to czysta fantazja. Już teraz widać, że automatyzacja wypiera nie tylko proste zawody, ale też prace biurowe i kreatywne. Według raportu McKinsey Global Institute z 2023 r., do 2030 roku nawet 30% obecnych stanowisk w krajach rozwiniętych może zniknąć lub ulec radykalnej transformacji.

Cień Elit: Po co im my?

Optymistyczny scenariusz UBI napotyka jednak na solidną dawkę cynizmu. Krytycy pytają: dlaczego właściciele zautomatyzowanej produkcji mieliby się przejmować naszym portfelem? Skoro AI i roboty zapewnią im wszystko, czego potrzebują – od jedzenia po luksusowe jachty – to społeczeństwo mas przestaje być niezbędne w kontrakcie ekonomicznym.

Pojawia się lęk przed nową formą „arystokracji technologicznej”, która zamiast finansować UBI, stworzy zamknięte enklawy bogactwa i bezpieczeństwa. To czarny scenariusz, ale nie bez podstaw: wystarczy spojrzeć na rosnące nierówności majątkowe czy zainteresowanie miliarderów budową prywatnych bunkrów i samowystarczalnych enklaw.

Nie wszyscy jednak wierzą w całkowite odcięcie elit od reszty. Niektórzy eksperci wskazują na „warianty pośrednie”:
częściowe UBI – niższe niż potrzeby życiowe, ale stabilne,
świadczenia w naturze – mieszkanie socjalne, żywność, darmowa opieka medyczna,
lokalne eksperymenty – np. na poziomie miast czy regionów zamiast całego państwa.

Skąd na to pieniądze? Opodatkowanie robotów

Najczęściej powtarzana wątpliwość dotyczy finansowania. Obecnie koszt UBI w Polsce na poziomie 2000 zł miesięcznie na osobę oznaczałby wydatki rzędu biliona złotych rocznie – niemal dwukrotność budżetu państwa. To wygląda na ekonomiczną fikcję.

Jednak zwolennicy wskazują, że zmiana logiki finansowania może otworzyć nowe możliwości. Pieniądze mogłyby pochodzić nie od pracowników, ale z:
opodatkowania zautomatyzowanej siły roboczej – koncepcja, którą promował m.in. Bill Gates,
dywidend technologicznych – udziału państwa w zyskach z AI,
skrajnego wzrostu produktywności – jeśli roboty produkują w nadmiarze, podział dóbr staje się łatwiejszy.

Na razie to wizje przyszłości. Praktyczne eksperymenty z UBI w Finlandii (2017–2018), Kanadzie (Ontario, 2017–2019) czy Kenii (długofalowy program NGO GiveDirectly) pokazały, że UBI poprawia zdrowie psychiczne, stabilność finansową i gotowość do podejmowania pracy. Ale nigdzie nie udało się wdrożyć go na pełną skalę państwową.

UBI kontra Zasiłki: Fundamentalne Różnice

W dyskusji często podkreśla się, że UBI to nie to samo co zasiłek. Zasiłki są zwykle warunkowe i odcinane, gdy dochody wzrastają. Tworzy to „pułapkę ubóstwa” – pracujesz więcej, ale wcale nie masz więcej pieniędzy.

UBI, jako uniwersalne świadczenie, ma dać każdemu gwarantowane minimum, które pozwala przeżyć, a jednocześnie zachęca do podejmowania dodatkowej pracy, bo pieniędzy z UBI się nie traci. Krytycy kontrargumentują, że w dłuższej perspektywie UBI może rozleniwić część społeczeństwa. Inni proponują kompromis: zamiast pieniędzy dajmy ludziom gwarancje podstawowych dóbr – mieszkania, jedzenie, transport i opiekę medyczną.

Czy UBI nadejdzie?

Według wielu uczestników dyskusji, odpowiedź nie zależy od dobrej woli polityków, ale od konieczności ekonomicznej. Jeśli automatyzacja pozbawi ludzi pracy i konsumpcji, a gospodarka stanie nad przepaścią, UBI stanie się „ostatnią deską ratunku”.

Ale pozostaje pytanie: czy elity wybiorą stabilizację, czy separację? Czy zysk z automatyzacji zostanie podzielony, czy skumulowany w rękach nielicznych?

Być może przyszłość rozstrzygnie nie abstrakcyjna debata, lecz brutalna arytmetyka ekonomiczna i groźba społecznej destabilizacji. Wtedy okaże się, że UBI to nie utopia, lecz konieczność – pytanie tylko, czy wdrożona na czas.

📌 Źródła:
McKinsey Global Institute, The Future of Work after COVID-19, 2023.
Kela (Social Insurance Institution of Finland), raport końcowy z eksperymentu UBI, 2020.
Ontario Basic Income Pilot, dokumenty rządowe, 2017–2019.
GiveDirectly, dane z programu dochodu podstawowego w Kenii, 2023.

Powrót na stronę główną